sobota, 7 grudnia 2013

ROZDZIAŁ 43.

Po dwóch sygnałach przyjaciółka odebrała telefon. Chyba się go nie spodziewała, bo gdy tylko odebrała usłyszałam jej zdziwiony głos.
- Jo?
- Cześć Domi. Przepraszam, że dzwonię tak wcześnie, ale mam do ciebie pytanie. - wyjaśniłam szybko.
- Co się stało? - zapytała.
- Nic poważnego, po prostu mam do ciebie kilka pytań.
- No to pytaj. - nakazała. Wiedziałam, że była ciekawa.
- W sobotę idziesz na wesele co nie?
- No tak, przecież ci mówiłam wczoraj. A co chodzi o sukienkę, mam ci ją oddać? - zapytała smutnym głosem.
- Nie chodzi mi o sukienkę, jest twoja głupolu. Chodzi mi głównie o to jak twoja kuzynka ma na imię? - chciałam się upewnić, czy dobrze usłyszałam.
- Julia, ale Jo ja nadal nie rozumiem o co chodzi. Wytłumaczysz mi to?
- Jasne. Jestem właśnie z babcią na rehabilitacji, to znaczy ona jest w gabinecie, a ja siedzę na zewnątrz i czekam na nią.
- I? - ponagliła mnie.
- I chodzi o to, że przed chwilą rozmawiałam z Łukaszem i wiesz co on mi zaproponował?
- Co? Ale czekaj. Mówiłaś, że twoja babcia chodzi na rehabilitację w soboty i niedziele, a dzisiaj o ile dobrze się orientuję jest wtorek.
- Tak, ale babcia poprosiła mnie żebym ją dzisiaj zawiozła, bo Łukasz nie może po nią przyjechać i co najlepsze w tym wszystkim, że chciał się ze mną spotkać, aby pogadać. I wiesz co mi zaproponował ?
- Ale nadal nie powiedziałaś dlaczego nie może w sobotę.
- Zapomniałam, już ci mówię. Nie może, bo gdzieś idzie a teraz uważaj idzie na wesele swojej dalszej kuzynki i chciał żebym z nim tam poszła jako osoba towarzysząca.
- I co z tego? Może go zaprosiła i nie chciał jej odmówić, więc się zgodził.
- Domi, ale ty nic nie rozumiesz. Okazało się, że ta kuzynka ma na imię Julia. Julia rozumiesz?
- I co z tego? Dużo jest Julii w Anglii. Ale czekaj .... - oho Dom kojarzy fakty.
- Ale masz zapłon. - powiedziałam i zaczęłam się śmiać z przyjaciółki.
- Czyli, że chcesz mi powiedzieć, że Łukasz idzie na to samo wesele co ja? I w dodatku chce żebyś z nim poszła? - zapytała wysokim tonem.
- To cały czas ci próbuję przekazać. - odpowiedziałam.
- Ty, a jak on wygląda? - zapytała przyjaciółka.
- Wysoki blondyn z krótkimi włosami.
- Nie. - szepnęła.
- Co się stało? - zapytałam i wstałam z ławki.
- Jo, ja go znam.
- Serio?
- Tak. Pamiętam jak kiedyś byłam na, nie wiem co to było imieniny czy urodziny kogoś z rodziny, ale wiem że on tam był. Nawet gadaliśmy ze sobą chwilę. Pamiętam ten uśmiech, taki inny niż wszystkie. - wyjaśniła i nagle zaczęła kaszleć, czyżby sobie coś jeszcze przypomniała?
- Domi co jest? - zapytałam z troską w głosie. Faktycznie Łukasz ma taki charakterystyczny uśmiech. Inny niż wszystkie.
- Boże Jo, przypomniało mi się coś jeszcze.
- Co? - teraz to ja już się na serio boję.
- Tylko się nie denerwuj ok?
- Gadaj! - krzyknęłam, aż kilka osób stojących niedaleko na parkingu popatrzyło w moją stronę i zaczęli kręcić głowami. Wzruszyłam tylko ramionami i odwróciłam się do nich plecami.
- Nie wiem jak mam ci to powiedzieć.
- Po prostu to powiedz, to nic trudnego. - odpowiedziałam.
- Wiesz na tych imieninach czy urodzinach było mnóstwo ludzi, bo moja rodzina jest ogromna. Ale pamiętam, że kilka dni później ktoś zadzwonił do moich rodziców czy nie widzieli jakieś dziewczyny. To chyba była nawet moja kuzynka, ale to jest najmniej ważne w tym momencie. Gdy zapytałam się rodziców o co chodziło oni powiedzieli, że zaginęła jakaś młoda dziewczyna. - wytłumaczyła.
- I co z tego? Nie rozumiem. - powiedziałam, ale gdy przyswajałam sobie te informacje powoli do mnie docierało co przyjaciółka chce mi przekazać.
- Chodzi o to, że ta dziewczyna zaginęła i do tej pory jej nie odnaleziono. Nawet mówili o tym w wiadomościach i cały internet huczał o tej sprawie.
- Nie, czy ty myślisz, że to Łukasz mógł zrobić?
- Ja to wiem i jestem pewna, że to on zrobił. Wiesz to jak się po tym wszystkim zachowywał, to znaczy na tej imprezie. Wszyscy szukali tej dziewczyny, a on odpowiadał że nikogo takiego nie widział. A podobno, nie wiem czy to plotka czy nie, ale ostatnią osobą z którą była ta dziewczyna był Łukasz. Teraz rozumiesz?
- Tak, o matko, czyli, że on jest ...  - już miałam dokończyć zaczęte zdanie, ale nie było mi to dane.
- Cześć. - usłyszałam za sobą czyjś głos i telefon wypadł mi z rąk. Odwróciłam się powoli i zobaczyłam nad sobą uśmiechniętą twarz Łukasza. Chłopak schylił się i podał mi mój telefon. - Proszę. - wręczył mi urządzenie, a ja usłyszałam jak Domi krzyczy coś do słuchawki.
- Dom, zadzwonię później. - i się rozłączyłam. Na koniec usłyszałam tylko od przyjaciółki "uważaj na siebie".
- Gdzie babcia? - zapytałam i schowałam telefon do torebki.
- Zaraz przyjdzie.
- Ok, to ja poczekam na nią w korytarzu. - odpowiedziałam i już chciałam wejść do środka, gdy ręka chłopaka złapała mnie za ramię i przyciągnęła w swoją stronę. Popatrzyłam na niego przerażonym wzrokiem i spuściłam wzrok na moje ramię. Jak chciałam się wyrwać on jeszcze bardziej zacieśniał swój ucisk na moim ramieniu, co cholernie mnie bolało.
- Mógłbyś mnie puścić? - poprosiłam.
- Pod jednym warunkiem. - odpowiedział.
- Jakim? - szepnęłam. Wiem, że będę mieć siniaki od jego dotyku.
- Pójdziesz ze mną na wesele. - rozkazał.
- Ile razy mam ci mówić, że nigdzie z tobą nie idę? - zapytałam i wyrwałam się z jego uścisku. Szybko weszłam do środka, a gdy zobaczyłam babcię wychodzącą z gabinetu odetchnęłam z ulgą. Przy babci nic mi nie zrobi, pomyślałam. Chciałam jak najszybciej znaleźć się bliżej niej, więc pobiegłam w jej stronę. Babcia uśmiechnęła się do mnie i zwróciła do osoby idącej za moimi plecami.
- Dziękuję ci Łukaszku. - Łukaszku, jasne. Jakby tylko babcia wiedziała co on kiedyś zrobił, to jestem pewna, że nie chciałaby mieć z nim już żadnych kontaktów.
- Nie ma za co pani Monk. Cała przyjemność po mojej stronie. - odpowiedział i przeszedł obok mnie, aby ucałować dłoń mojej babci.
- To kiedy się widzimy? W niedzielę? - zapytała, gdy chłopak stanął obok mnie. Ja jak na zawołanie odsunęłam się od niego na jak największą odległość.
- W niedzielę nie dam rady. Co by pani powiedziała na poniedziałek o tej samej godzinie co dzisiaj? - zapytał i wziął z recepcji duży notes. Taa jasne, w niedzielę nie dam rady. A dlaczego? Bo będzie miał lepsze rzeczy do roboty.
- Oczywiście. Jo mnie podwiezie, więc nie będziesz się musiał kłopotać. - oznajmiła babcia. Dlaczego ja zawsze mam brać udział w najgorszych sytuacjach?  - Tak Jo? - babcia zwróciła się w moją stronę.
- Pewnie, nie ma  problemu. - wolę to ja babcię podwieźć niż on, nawet mogę się poświęcić. Jeszcze by jej coś zrobił, a ja nie darowałabym sobie tego, że mogłyśmy tego uniknąć i nikomu nic by się nie stało.
- To świetnie. Jesteśmy umówieni. - oznajmiła babcia. - Do widzenia i jeszcze raz dziękuję. - dodała, po czym chwyciła mnie za ramię i udałyśmy się w stronę wyjścia z budynku.
- Do zobaczenia Jo. - powiedział jeszcze Łukasz, a ja odwróciłam się w jego stronę i odpowiedziałam.
- Do nie do zobaczenia Łukasz. - i razem z babcią wyszłyśmy z budynku. Ostatnie co zobaczyłam to jego zdziwiony wyraz twarzy.
Wyszłyśmy i udałyśmy się w stronę samochodu. Chciałam jak najszybciej stamtąd odjechać i więcej nie wracać, ale wiem że to będzie niemożliwe, ponieważ będę musiała spotkać go w poniedziałek za tydzień. Czy tylko ja muszę mieć takiego pecha do tego chłopaka?
Muszę pogadać z Domi o nim i wypytać ją o wszystko co wie na jego temat. Może powinnam zapytać jeszcze jej rodziców, może oni będą coś więcej wiedzieć na ten temat?

_________________________________________________________________________________
I jak się podoba ? Chyba nie spodziewaliście się, że tak akcja się potoczy co nie ?
Piszcie co o tym sądzicie :)
Do następnego :)

6 komentarzy:

  1. Lol... Znaczy, wiedziałam, że Łukasz jest kobieciarzem, ale żeby ...
    Mam nadzieję, że Jo nigdy, przenigdy nie pójdzie na to wesele. A z Łukaszem to już w ogóle. No i niech ten cały Lukas nie zamierza podwalać się na tej imprezie do Domi, bo inaczej... Coś wymyślę ;).
    Rozdział GREAT. Tak sobie właśnie wchodzę na Twojego bloga, przyzwyczajona do postu: ,,Rozdział 42'', a tu taka niespodzianka.
    Pozdrawiam i życzę duuuuuuuuuuuużo weny,
    Anonimek <(**<)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero wczoraj znalazłam twojego bloga, ale zaległości już nadrobione i czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wooooooow!!!!
    Rozdział świetny. Jak właściwie to wymyśliłaś? Żeby zrobić z Łukasza kogoś takiego i tak obrócić akcje to serio… wielki szacun.
    Mam nadzieję, że Jo dowie się czegoś więcej.
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze ? To może wyda się śmieszne, ale pod prysznicem :)

      Usuń
  4. Wspaniały. Ja bym chciała, żeby ona poszła z Łukaszem i była jakaś akcja i nagle jakiś bohater wyciąga ją z opresji.

    @claudialech

    OdpowiedzUsuń