sobota, 22 lutego 2014

ROZDZIAŁ 71.

Wróciliśmy z Louisem do domku z torbami pełnymi prezentów dla naszych bliskich. Myślę, że się ucieszą z podarunków. Mojej mamie kupiliśmy srebrny łańcuszek z napisem "Mama", bo wiem że uwielbia takie cacuszka. Tatowi kupiliśmy breloczek do kluczy z logiem marki jego samochodu, bo ostatnio narzekał, że zepsuł mu się, dlatego pomyślałam że mogę mu takie coś kupić. Maxowi kupiliśmy zestaw samochodzików z różnych bajek, które mały uwielbia. Pani Jay kupiliśmy fartuszek z napisem "Najlepsza kucharka na świecie". Chciałam jej coś innego kupić np. srebrną bransoletkę, bo widziałam że podobają jej się takie gadżety, ale Louis uparł się, że fartuszek będzie lepszym pomysłem. Na początku zgodziłam się na to, ale po głębszych przemyśleniach stwierdziłam, że jednak kupię tą bransoletkę. Fartuch będzie od Louisa, a bransoletka ode mnie. Panu Markowi kupiliśmy jakiś drogi, mega drogi alkohol, bo jak twierdzi Louis zawsze kupuje mu różnego rodzaju alkohole, natomiast dziewczynkom, każdej z nich kupiliśmy zestawy do makijażu. Widziałam, że wszystkie uwielbiają się malować, więc pomyślałam dlaczego by im czegoś fajnego związanego z tym nie kupić.
Położyliśmy wszystkie torby na podłodze w salonie i padliśmy zmęczeni na kanapę.
- Lou? - szepnęłam w stronę chłopaka siedzącego obok mnie i opierającego głowę o moje ramię.
- Hmm. - mruknął.
- Zwariowaliśmy. - powiedziałam i zaśmiałam się.
- Chyba tak, ale pomyśl jacy będą zadowoleni z tych prezentów i ile damy im uśmiechu na twarzach. zobaczyć ich takich to sama przyjemność. - dodał Louis, a ja przytaknęłam. Faktycznie, chłopak miał rację w tej sprawie. Nawet nie zdajemy sobie sprawy ile możemy wywołać uśmiechu na twarzach naszych bliskich i jakie to dla nas może być wspaniałe uczucie, widząc jak bardzo się cieszą.
- Masz rację. - potwierdziłam jego słowa. - Dobra, ja idę do łazienki i możemy jechać. - dodałam i zaczęłam wstawać z kanapy.
- Nie, posiedźmy jeszcze trochę. Tak mi dobrze. - powiedział Lou i przełożył swoją rękę przez moje biodro i przyciągnął do siebie, także siedziałam w jego objęciach.
- Ok. - mruknęłam i przytuliłam się do chłopaka.


***

- Jesteśmy w domu. - oznajmił Louis, gdy podjechaliśmy pod jego dom. I wtedy zobaczyłam coś dziwnego. Mianowicie na podjeździe domu państwa Tomlinsonów stał samochód moich rodziców, co by oznaczało że moja rodzinka tutaj jest. To dlatego pani Jay chciała, abyśmy od razu do nich przyjechali, pomyślałam. Popatrzyłam na Louisa, a ten patrzył na mnie odwrócony w moją stronę. Przyglądał mi się z lekkim uśmiechem na twarzy, co by oznaczało iż wiedział o całej tej sprawie.
- Wiedziałeś, prawda ? - zapytałam, gdy odzyskałam zdolność mowy.
- Ale, że co? - zapytał z rozbawieniem.
- O tym. - odpowiedziałam i wskazałam palcem na samochód stojący na podjeździe.
- Nie. - powiedział. - Skąd mogłem wiedzieć?
- Może twoja mama ci o tym powiedziała ? - zapytałam zirytowana, ale też podekscytowana tym że wreszcie zobaczę rodziców i mojego małego szkraba.
- A coś ty. O niczym nie wiedziałem. Jestem tak samo zaskoczony jak ty. - wyjaśnił, a ja nie wiedziałam czy mam mu wierzyć, czy nie. W sumie mogli to wszystko uknuć z panią Jay za moimi plecami, abym miała niespodziankę. Ale Louis faktycznie wyglądał na zaskoczonego i jego reakcja była podobna do mojej, gdy zobaczyłam samochód. 
Cały czas patrzyłam na niego niepewnie. Miałam nadzieję, że powie coś co wyjaśni mi tą całą sytuację, ale nie doczekałam się takich słów z jego strony. Po prostu chłopak o niczym nie wiedział, a ja oczywiście myślę inaczej, co do niczego mnie nie prowadzi. Odpięłam swój pas i pochyliłam się w jego stronę, aby dać mu całusa w policzek. Odsunęłam się od niego i zapytałam.
- Lou?
- Tak? - odpowiedział zaciekawiony.
- Obiecaj, że nic się między nami nie zmieni po tym wyjeździe. Proszę. - poprosiłam, a Lou przechylił głowę w bok i pogłaskał mnie po policzku.
- Obiecuję. - powiedział i uśmiechnął się do mnie. - Będzie tak samo jak przed. - oznajmił, a ja położyłam swoją dłoń na jego, tej którą głaskał mój policzek. Zamknęłam na chwilę oczy i bardziej wtuliłam się w jego dłoń.
- Kocham cię. - szepnął tak blisko moich ust, że mogłam poczuć jego ciepły oddech na mojej twarzy. Otworzyłam oczy i zobaczyłam oczy chłopaka, które się mi przyglądały. Pochyliłam się i musnęłam jego usta swoimi.
- Chodźmy. - powiedziałam i odsunęłam się. - Nie mogę doczekać się jak zobaczę Maxa. - dodałam i wysiadłam z auta. Louis tylko coś mruknął pod nosem i również wysiadł z samochodu. Podszedł do bagażnika i wyciągnął z niego nasze torby. Podeszłam do niego i chciałam mu pomóc, ale powiedział.
- Dam sobie radę. Idź do domu. - nie wiem co w niego wstąpiło i dlaczego tak się zachowuje, ale zaraz coś mi przyszło do głowy.
- Lou, czy ty jesteś zazdrosny o Maxa? - zapytałam, a on popatrzył na mnie. Mogłam z wyrazu jego twarzy wyczytać, że to najprawdziwsza prawda. O kurde, Louis jest zazdrosny o mojego brata.
- Jesteś zazdrosny o dwuletnie dziecko? - zapytałam z ogromnym uśmiechem na twarzy. Lou popatrzył na mnie i zmarszczył brwi.
- Zwariowałaś. Nie jestem zazdrosny. - odpowiedział.
- Taa jasne. Uważaj, bo ci uwierzę. - oznajmiłam z powagą w głosie. To jest niemożliwe, żeby był zazdrosny o dziecko, a w dodatku o mojego brata.
- Nie masz o co, ani o kogo być zazdrosny. Maxa kocham, bo jest moim bratem i to jest taka miłość, którą dostaje się w pakiecie. A ciebie kocham, bo jesteś najwspanialszym, najukochańszym i najbardziej troskliwym facetem na ziemi. - powiedziałam i podeszłam bliżej chłopaka. Położyłam swoje dłonie na jego klatce biodrach i popatrzyłam w górę, w jego oczy. Lou pochylił się nade mną i pocałował mnie w usta.Tak bardzo żarliwie i z taką miłością, jakbyśmy już nigdy się nie spotkali.
- Kocham cię, mała. - szepnął wprost do moich ust i oparł swoje czoło o moje i odetchnął z ulgą. Uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam w czubek nosa. Wzięłam swoją torbę i ruszyłam w stronę domu. Lou zatrzasnął klapę bagażnika i za chwilę dołączył do mnie. Stanęliśmy przed drzwiami prowadzącymi do domu i już chciałam zadzwonić dzwonkiem, ale drzwi się otworzyły a w nich stanęła pani Jay, a na jej ustach zagościł wielki uśmiech.
- Jo, Louis. Witajcie w domu. - powiedziała nieco głośniej niż zazwyczaj i pociągnęła nas do środka. Najpierw przytuliła mnie, a potem Louisa. Oczywiście chłopak wydał z siebie dźwięk niezadowolenia, ale odwzajemnił uścisk matki.
- Opowiadajcie jak tam było? Co robiliście? - zadawała pytania, a ja spuściłam głowę aby nie zauważyła mojego zdenerwowania co do naszego wyjazdu. Myślę, że domyśla się co tam robiliśmy, albo co gorsza jest do tego przekonana, ale nie daje niczego po sobie poznać.
- Zwiedzaliśmy, pływaliśmy w morzu, opalaliśmy się na plaży. - wyjaśnił Louis, a ja chwyciłam go za rękę i mocniej ścisnęłam, aby podziękować mu że wybronił nas z tej żenującej wymiany zdań.
- No właśnie widać. - powiedziała pani Jay. - Ślicznie wyglądacie. - dodała i potarła moje ramię swoją dłonią. - Jo, jak pewnie się domyślasz twoi rodzice są tutaj. Nie chciałam nic wam mówić przez telefon, bo to miała być niespodzianka. I mam nadzieję, że się udała. - uśmiechnęła się do nas i gestem ręki wskazała, abyśmy weszli w głąb domu.
- Wszyscy powinni siedzieć w ogrodzie, więc idźcie tam a ja przyniosę wam coś do picia. - oznajmiła i uciekła w stronę kuchni. Chciałam zaoferować swoją pomoc, ale niestety nie zdążyłam. Lou wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę drzwi prowadzących do ogrodu. Stanęliśmy w progu, a mi łzy zebrały się w oczach. Nie chciałam płakać, po prostu tak dawno ich nie widziałam, a łzy to tylko wzruszenie. Lou zobaczył co się ze mną dzieje i objął mnie ramieniem. Mama razem z panem Markiem i tatą siedzieli przy stole i żywo o czymś rozmawiali. Max z dziewczynkami bawili się w piaskownicy i śmiali tak głośno, że to było nienormalne. Ale to dobrze, bo widać że dzieciaki się dobrze ze sobą dogadują i lubią swoje towarzystwo. Przyglądałam się im wszystkim po kolei i tak jakby Max poczuł na sobie mój wzrok i obrócił się w naszą stronę. Moje oczy spotkały się z jego malutkimi i wtedy krzyknął głośno moje imię.
- JO! - po czym ruszył biegiem w moją stronę. Nie myślałam, że tak zareaguje na mój widok, ale bardzo się cieszę z tego. Wyswobodziłam się z uścisku Louisa, który mruknął coś dziwnego pod nosem, ale nawet tego nie zrozumiałam. Mówił mi, że nie jest zazdrosny o Maxa, ale jak widać jest inaczej. Kucnęłam i złapałam brata w swoje objęcia. Mały rzucił się mi na szyję i mocno uściskał, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Takiego przywitania to się nie spodziewałam. Widziałam jak mama wstała od stołu i ruszyła w naszą stronę. Również miała zaszklone oczy. Louis poszedł się przywitać z resztą rodziny, ale po drodze dorwała go moja mama i mocno uściskała. Usłyszałam tylko jak cicho mu dziękuje, że przywiózł mnie całą i zdrową, a Lou przytaknął i ruszył w stronę naszych ojców, a potem do swoich sióstr. Wstałam z małym na rękach, bo przecież mnie nie puścił i podeszłam do mamy. Objęła mnie swoimi ramionami i przycisnęła do siebie. 
- Cześć mamuś. - szepnęłam, gdy mnie puściła. Przechyliła głowę w bok, zmrużyła swoje oczy i zaczęła mi się uważnie przyglądać.
- Co mi się tak przyglądasz? - zapytałam z uśmiechem na ustach. Wyglądało to przekomicznie. Mama przechylająca swoją głowę w bok z przymrużonymi jak kot oczami przypatrująca się mi uważnie, coś niebywałego. Puściłam brata, który od razu pobiegł w stronę Louisa i rzucił się na niego, dosłownie.
- Sprawdzam czy z tobą wszystko w porządku. - wyjaśniła i zaczęła mnie dotykać. Zaczynając od twarzy, a kończąc na palcach u rąk.
- Zwariowałaś. - powiedziałam uśmiechnięta i dodałam. - Wszystko ze mną dobrze, czuję się świetnie. Ten wyjazd naprawdę mi pomógł odpocząć. - mama popatrzyła na mnie niepewnie, a ja kiwnęłam głową, aby potwierdzić moje wcześniejsze słowa.
- Na pewno? - zapytała ponownie, a ja jeszcze raz kiwnęłam głową. Mam już dość ciągłych pytań typu: Czy wszystko dobrze ? Ile razy można powtarzać jedno i to samo.
- No może mimo kilku drobnych kłótni. - mruknęłam raczej do siebie niż do mamy, ale oczywiście  moja mama ma niezawodny słuch i musiała to usłyszeć, po czym zrobiła wielkie oczy, a ja szybko dodałam. - Ale to nic wielkiego. - i uśmiechnęłam się do niej, aby ją uspokoić, ale to nic nie dało.
- Kłótni? Czy Louis cię do czegoś zmuszał i przez to się pokłóciliście? - zapytała i popatrzyła na Louisa, który akurat w tym samym czasie przypatrywał się nam ze zmarszczonymi brwiami, co by oznaczało że albo słyszał jak o nim mówimy, albo po prostu się mi przyglądał. Posłałam mu uspokajający uśmiech, a on odwzajemnił mi się tym samym i wrócił do zabawy z moim bratem.
- Jezu, mamo do czego miałby mnie zmuszać? Do robienia śniadania czy kolacji? - zapytałam ironicznie. Wiem o tym, że mama miała coś innego na myśli. Ale prawda jest taka, że Louis nie musiał mnie do niczego zmuszać, ja sama chciałam to zrobić.
- Nie denerwuj mnie Jo. O co się pokłóciliście? - zapytała.
- O nic wielkiego, nie musisz się denerwować. - odpowiedziałam uspokajająco. - Naprawdę. - dodałam i położyłam dłoń na jej ramieniu, a mama zaskoczyła mnie jeszcze bardziej. Przyciągnęła mnie w swoją stronę i mocno przytuliła do siebie, a następnie szepnęła na ucho.
- Cieszę się, że wróciłaś cała i zdrowa. - a mi jak na zawołanie łezka spłynęła po policzku.
- Ja też się cieszę, że was widzę. - odpowiedziałam, a mama puściła mnie i ruszyłam w stronę taty i pana Marka.
- Cześć skarbie. I jak było? - zapytał tata. To mi się podoba. On o nic nie pyta, ani nie nalega na moją odpowiedź. Tylko z uśmiechem na twarzy mnie wita.
- Super. Magiczne miejsce, naprawdę. Musimy tam kiedyś pojechać tylko większą paczką. - powiedziałam i padłam w objęcia taty. Uwielbiam jak mnie przytula, czuję się wtedy tak bezpiecznie i wiem, że nic mi nie grozi. Tata mnie puścił i po raz drugi zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona dzisiejszego dnia. Bo pan Mark mnie przytulił. Myślałam, że za bardzo za mną nie przepada, ale bardzo myliłam się w tej kwestii.
- Miło was oboje znowu widzieć. - powiedział, gdy mnie puścił. Uśmiechnęłam się do niego i popatrzyłam na mojego tatę, który aktualnie przyglądał się Maxowi bawiącemu się z Louisem. Podeszłam do nich i usiadłam obok Louisa, który automatycznie złapał mnie za rękę. Popatrzyłam na jego twarz, a on uśmiechnął się tylko do mnie i dał całusa w policzek.
- Wiecie co? Wstydu nie macie. - oznajmiła Lottie i udawała, że zbiera się jej na wymioty. Zaśmialiśmy się z Louisem na jej poczynania, a chłopak aby jeszcze bardziej wkurzyć siostrę ponownie pocałował mnie w policzek.
- Och przestańcie, błagam. - powiedziała, ale za chwilę zaczęła się śmiać razem z nami.

***

Po sycącym obiedzie i oczywiście milionie pytań skierowanych do nas. Mogliśmy spokojnie odpocząć na huśtawce stojącej w rogu ogrodu. Położyłam głowę na kolanach chłopaka i wyprostowałam sobie nogi wzdłuż siedzenia huśtawki. Zamknęłam na chwilę oczy i zrelaksowałam się na tyle ile można było.
- O czym myślisz? - zapytał Louis, a ja otworzyłam oczy i spojrzałam na niego.
- O wszystkim i o niczym. - odpowiedziałam. Lou popatrzył na mnie i lekko się uśmiechnął. ale ten uśmiech był całkiem inny od poprzednich, które mogłam zobaczyć dzisiejszego dnia. Całkiem inny i nie w jego typie.
- Żałujesz ? - zapytał chłopak, a ja wiedziałam co ma na myśli. Zobaczyłam też jak wyraz jego twarzy diametralnie się zmienia. Z uśmiechniętego do zmartwionego. Coś było z nim nie tak, ale nie chce mi powiedzieć o co chodzi, ani co się dzieje.
- Nie. - odpowiedziałam pewnym głosem i popatrzyłam w górę. Przyglądał mi się uważnie, jakby chciał coś jeszcze wyczytać z wyrazu mojej twarzy. Ja naprawdę nie żałuję, bo nie mam czego. Taka jest prawda.
- Znowu się zamartwiasz? - zapytałam.
- Nie. - jasne, już ci wierzę. Nie będę się z nim wdawać w kolejne bezsensowne kłótnie, bo to naprawdę nie mam na to ochoty i wiem, że wyszłabym z tego domu z płaczem. Nie chcę już płakać, wczoraj się dosyć napłakałam i to chyba wystarczy.
- Louis, powiesz mi co się dzieje ? - zapytałam i podniosłam rękę, aby pogłaskać go po policzku. - Chyba nie jesteś zazdrosny o Maxa? To tylko dziecko, a w dodatku mój brat. - dodałam.
- Nie no coś ty. Max jest świetny, uwielbiam go.
- To powiedz mi o co chodzi, proszę. W związku trzeba byś szczerym. - powiedziałam.
- Zastanawiam się jak to będzie teraz między nami. - mruknął cicho.
- Ale jak ma być? Będzie tak jak wcześniej i nic się między nami nie zmieniło przez ten wyjazd rozumiesz? - zapytałam i podniosłam się z pozycji leżącej do pozycji siedzącej. Złapałam Louisa za dłoń i mocno ścisnęłam.
- No ale ...
- Żadnego ale. - przerwałam mu. - Nie wiem o co ci chodzi Louis. Wszystko jest tak jak wcześniej. To, że zrobiliśmy no wiesz co, nie oznacza, że między nami ma się coś zmienić. Dalej jesteśmy kochającą się parą, która świata poza sobą nie widzi. - dodałam, a Louis się uśmiechnął. Tym razem szczerze i tak jak on tylko potrafi.
- Podoba mi się ostatnie zdanie, które powiedziałaś.
- Bo to prawda i nie zaprzeczysz mi. - oznajmiłam surowym tonem, a Lou zaśmiał się i powiedział.
- No jakże bym śmiał. - po czym pogłaskał mnie czule po policzku. Wtuliłam twarz w jego dłoń i zamknęłam oczy, ale nie dane mi było nacieszyć się własnym chłopakiem, ponieważ nagle z wysokich głośników ustawionych po bokach ogrodu usłyszałam głośną muzykę. Odwróciłam się w tamtą stronę i dostrzegłam mojego tatę i pana Marka coś majstrujących przy sprzęcie. Popatrzyłam na Louisa, a ten na mnie i oboje w jednym czasie wzruszyliśmy ramionami. On tak samo był zaskoczony jak ja. Nagle muzyka ucichła, a dzieciaki które tańczyły do piosenki zaczęły marudzić i krzyczeć, żeby włączyli im muzykę. I nagle znowu usłyszeliśmy głośno ryczącą muzykę. Popatrzyłam na nasze rodzeństwo i zaczęłam się z nich śmiać. Max skakał w rytm muzyki, a dziewczynki poszły w jego ślady. Nie mogłam się na nich napatrzeć, tak fajnie razem wyglądają. Niby mój brat jest najmłodszy, ale najgłośniejszy z całego towarzystwa. Co szczerze mnie nie dziwi, bo on już taki jest. Ma to po swojej starszej siostrze. Moja mama i pani Jay również przyglądały się im i zareagowały tak samo jak ja. No innej reakcji to bym się nie spodziewała po zobaczeniu czegoś takiego. Mama odwróciła się w naszą stronę i jak zobaczyła jakie mamy uśmiechy na twarzach odwzajemniła się nam tym samym i machnięciem ręki zawołała nas. Wstałam z huśtawki, Lou tak samo i podeszliśmy w ich stronę. Dziewczynki od razu wzięły Louisa za obie ręce i pociągnęły w swoją stronę, po czym zaczęły z nim tańczyć. Lou obracał je raz w jedną, raz w drugą stronę. Ja natomiast usiadłam obok mojej mamy i przytuliłam się do niej bardzo mocno. Mama zdziwiona moją reakcją objęła mnie ramieniem, pocałowała w skroń i wróciła do oglądania wyczynów swojego syna. Po kilku minutach oglądania dziwnych tańców Maxa, a dokładniej poruszaniu przez niego bioderkami, zobaczyłam przed sobą wyciągniętą w moją stronę dłoń Louisa, który prosił mnie do tańca. Popatrzyłam w górę, a na jego twarzy malował się nieśmiały uśmiech. Ujęłam jego dłoń i poszłam za nim w stronę tak zwanego "parkietu" do tańczenia. Muzyka się zmieniła na powolniejszą. Louis jedną dłonią złapał mnie z tyłu pleców, a drugą ujął moją dłoń. Ja położyłam wolną rękę na jego ramieniu i zaczęliśmy się kołysać w rytm piosenki. Za chwilę obok nas pojawili się nasi rodzice i co najlepsze i chyba najśmieszniejsze Max tańczący do wolnej piosenki z jedną z młodszych dziewczynek. Wyglądało to przekomicznie. Lou zauważył, że przyglądam się mojemu bratu i zaśmiał z ich widoku.
- Pasują do siebie. - oznajmił, a ja popatrzyłam na niego. Przyglądał mi się z lekkim uśmiechem na twarzy, a po chwili pochylił się nade mną i pocałował w usta. Zarzuciłam mu obie ręce na szyję i przyciągnęłam bliżej siebie. Objął mnie obiema ramionami w talii i dalej kołysaliśmy się w rytm wolnej piosenki. Przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej i zamknęłam na chwilę oczy. Byłam tym wszystkim zmęczona. Podróż, gorące przywitanie przez rodzinę, a potem miliony pytań skierowane w naszą stronę, to naprawdę potrafi człowieka wykończyć.
- Jo, śpisz? - zapytał Lou, a ja podniosłam głowę i spojrzałam na niego. - Jesteś padnięta, co nie? - spytał ponownie, a ja jak na zawołanie ziewnęłam. Lou tylko się zaśmiał, po czym przytulił mnie do siebie i zaczął iść w stronę ławki, abyśmy usiedli.
- Lou, co ty robisz? - zapytałam, gdy chłopak ciągnął mnie w tamtą stronę.
- Zmęczona jesteś, więc pomyślałem że może usiądziemy. - wyjaśnił.
- Chodź tańczyć, tak mi dobrze w twoich ramionach. - poprosiłam, a na jego twarzy dostrzegłam niesamowicie ogromny uśmiech.
- Tak? - zapytał zaskoczony. Kiwnęłam głową, po czym wróciliśmy na prowizoryczny parkiet. Zauważyłam, że moja mama teraz tańczy z panem Markiem, a tata z panią Jay. Natomiast Maxa nigdzie nie widziałam, ale po chwili wyłonił mi się z ciastkiem w ręce i oczywiście ruszał swoimi malutkimi bioderkami na boki.
- Patrz. - powiedziałam do Louisa i pokazałam w stronę brata.
- Świetny jest. - skomentował chłopak i powrócił do przyglądania się mnie.
- Co ty mi się dziś tak przyglądasz? Mam coś na twarzy? - zapytałam i zaczęłam obiema dłońmi dotykać się po twarzy.
- Nie. Po prostu nie mogę się napatrzeć na ciebie. - wyjaśnił i wziął moje obie ręce i położył je sobie na karku. Skrzyżowałam palce ze sobą, a Lou położył swoje dłonie na mojej talii. Kołysaliśmy się w rytm piosenki cały czas patrząc sobie w oczy. Moglibyśmy tak tańczyć całą noc, a ja wiem że byłabym wtedy najszczęśliwszą dziewczyną na świecie. Ale oczywiście coś, a raczej ktoś musiał nam przerwać tę bajeczną chwilę, a mianowicie mój tata razem z panią Jay. Wymieniliśmy się partnerami, także teraz ja tańczyłam z moim tatą, a pani Jay z Louisem. Chłopak tylko wzruszył ramionami i objął swoją mamę jedną ręką w talii i zaczęli tańczyć do nieco szybszej piosenki. Ja z tatą tak samo. Za każdym razem gdy mnie obracał, kręciło mi się w głowie i myślałam, że zaraz się tam przewrócę. Na szczęście tata w porę łapał mnie w pasie, więc nie było szans, żebym leżała na ziemi. Tańczyliśmy tak jeszcze chwilę do szybkiej piosenki, gdy obok nas zmaterializowali się moja mama z panem Markiem. I po raz drugi tego wieczora wymieniliśmy się partnerami. Wiedziałam, że prędzej czy później będę miała okazję tańczyć z panem Markiem, ale nie myślałam że nastąpi to tak szybko. Wziął moją jedną dłoń w swoją, a drugą położył na dole moich pleców, a ja wolną rękę położyłam na jednym z ramion i zaczęliśmy się lekko kołysać w rytm już nieco wolniejszej piosenki.
- Dziękuję ci Jo. - powiedział po chwili. Popatrzyłam na niego niepewnie, bo nie miałam pojęcia za co mi dziękuję. Postanowiłam, że zapytam.
- A za co jeśli można wiedzieć?
- Popatrz tylko. - wskazał głową w stronę, gdzie Louis tańczył ze swoją mamą. Ale ja nadal nie wiedziałam o co mu chodzi, ale zanim zdążyłam zapytać, odezwał się. - Dzięki tobie Louis jest taki szczęśliwy. Już dawno go takiego nie widziałem.
- Ale on zawsze jest uśmiechnięty. - powiedziałam.
- Gdy jest z tobą. Ale kiedy jeszcze nie byliście razem chodził smutny i przygnębiony. Nic go nie cieszyło, gdy tylko przyjeżdżał do domu, to siedział  w swoim pokoju, nigdzie nie wychodził. Martwiłem się o niego. Ale gdy pojawiłaś się ty Louis całkiem się zmienił. Zaczął się uśmiechać, zaczął dbać o siebie i teraz widać że jest szczęśliwy i ja tak samo. - wyjaśnił pan Mark, a mi normalnie szczęka opadła. Nie wiedziałam, że Louis był aż tak bardzo zamknięty w sobie. No dobra, wiedziałam że jest bardzo skromny, ale nie żeby aż tak.
- Dziękuję, że mi pan o tym powiedział. - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy.
- A ja dziękuję, że to dzięki tobie mój jedyny syn jest szczęśliwy i chyba kochany, co nie ? - zapytał z uśmiechem na ustach. A ja zaczerwieniłam się na jego słowa. Kiwnęłam tylko głową, że się zgadzam i popatrzyłam w stronę Louisa, który akurat  w tym samym momencie podniósł głowę i patrzył na mnie. Uśmiechnęłam się do niego, a on od razu skierował swoją partnerkę w naszą stronę i gdy znalazł się blisko nas powiedział.
- Odbijany. - i zamienił się ze swoim tatą partnerkami, a ja po chwili znajdowałam się w jego umięśnionych ramionach.
- Kocham cię Lou. - szepnęłam, gdy chłopak mnie do siebie przytulił. Musiałam stanąć na palcach, aby szepnąć mu te dwa słowa do ucha. Widziałam, jak kąciki jego ust podniosły się do góry po czym za chwilę mnie pocałował w samiutkie usta.
- Ja ciebie też mała. - odpowiedział, a w moim brzuchu motyle chyba zaczęły tańczyć, jakiś nieznany mi taniec. Pan Mark miał rację Louis bardzo się zmienił przy mnie. Sama teraz to zauważam. Na początku był taki skryty i nie chciał za bardzo ze mną rozmawiać, a teraz? Jest inaczej, zrobił się otwarty na wszystko. Kocha mnie i to jest najpiękniejsze, a ja kocham jego i wiem, że długo to się nie zmieni.

_________________________________________________________________________________
Hejka ! Co u Was słychać? Jak Wam weekend mija?
Nie wiem czy zauważyliście, ale zrobiłam zakładkę informowani, więc jeśli ktoś chciałby być informowany o nowych rozdziałach na twitterze niech wpisze swój nick w komentarzu :)
Ostatnio chodzi mi po głowie jedna piosenka chłopaków: Right now. No normalnie zakochałam się w solówce Louisa tej z początku piosenki. Taki zachrypnięty głos, o matko !!!! A jaka jest Wasza ulubiona piosenka z płyty Midnight Memories? Jestem ciekawa :)
No to do następnego i miłej reszki weekendu Wam życzę :)

11 komentarzy:

  1. Gołąbeczki <3
    Hmmm moja ulubiona pioseneczka z Midnight memories is "Better than words" <3 przynajmniej jak na razie :)

    @claudialech

    OdpowiedzUsuń
  2. Megaa, dzisaj moge tylko tyle napisac ;/ chora jestem i nie mam weny. Więc przeraszam.
    #Verii

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdzial jest cudowny czekam nn <333

    OdpowiedzUsuń
  4. onomon,dłuższy rozdział.Nie mogłam się doczekać.W wakacje masz dodawać codziennie rozdziały.Ps.zapraszam na nowy rozdział(wczorajszy)
    http://bring-me-to-happy-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Louis jest taki słodki i perfekcyjny. Po prostu ideał :) Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny <3 ;**** Czekam nn ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialny :) Czekam na następny :) Moja ulubiona piosenka to Strong :)

    OdpowiedzUsuń
  8. urocze :) piosenka to Alive :)

    OdpowiedzUsuń