czwartek, 3 lipca 2014

ROZDZIAŁ 121.

- Harry. - wyszeptałam tylko, a kurtka którą trzymałam przed chwilą w dłoniach znalazła się na ziemi. Chłopak schylił się, a następnie podniósł ją i podał mi. A ja szybko odebrałam ją od niego nie chcąc, aby dotykał  moich rzeczy i w ogóle, aby się ode mnie odczepił.
Odwróciłam się od niego i szybkim krokiem poszłam w stronę drzwi prowadzących na zewnątrz.
- Jo, zaczekaj! - krzyczał za mną, ale ja nie chciałam w ogóle mieć z nim nic wspólnego. W ekspresowym tempie ubrałam na siebie kurtkę i byle jak owinęłam swoją szyję szalikiem.
- Zostaw mnie. - odkrzyknęłam zbiegając szybko po schodach, aby znaleźć się jak najdalej od Harry'ego.
- Porozmawiajmy, proszę. - poprosił będąc tuż za mną, ale ja nie chciałam na niego patrzeć. Nie mogłam tak po prostu z nim gadać. Nie.
- Nie mamy o czym rozmawiać Harry. - powiedziałam stojąc na przejściu dla pieszych i starając się z całych sił przejść na drugą stronę jezdni.
- Daj mi wytłumaczyć. - błagał mnie, ale ja byłam nieugięta. Nie chciałam z nim rozmawiać, ani słuchać jego tłumaczeń,. Naprawdę mnie to nie interesowało, a co za tym idzie miałam to gdzieś. Moja znajomość z Harrym już dawno temu się skończyła i pragnę aby tak zostało na zawsze.
- Co wytłumaczyć? - zapytałam oskarżycielsko, stając na środku chodnika i odwracając się do niego twarzą. - To, że prawie pobiłeś się z moich chłopakiem, czy może to że nachodzisz mnie nawet gdy przebywam z Louisem i jego siostrami? A może swoje zachowanie wobec mnie i chłopaka, co? Albo dzisiaj? Śledziłeś mnie, prawda? Czułam na sobie czyjś wzrok, ale nie powiedziałabym, że to ty. Masz jakąś manię prześladowczą? - pytałam, aż zabrakło mi tchu. To nie był dobry pomysł, aby zatrzymywać się i krzyczeć na niego na środku ulicy. Ale może jak mu to powiem to się ode mnie odczepi, raz a dobrze.
- Na początek to chciałem przeprosić. Nie powinienem był cię śledzić. - zaczął. - Ale musiałem cię spotkać i pogadać. Muszę z tobą porozmawiać. - dodał zbliżając się do mnie.
- Nie podchodź do mnie. - ostrzegłam, a chłopak od razu zatrzymał się w pół kroku.
- Przepraszam cię Jo. Sam nie wiem co we mnie wstąpiło. Byłem zły za to, że mnie odtrąciłaś. - powiedział, a ja zamarłam. Czy on tak to odebrał? Chciałam, aby zrozumiał że między nami nie może być nic więcej poza przyjaźnią.
- Słuchaj Harry, ja nie mam ochoty z tobą rozmawiać na ulicy. - powiedziałam.
- Jest zimno, może pójdziemy do tej knajpki naprzeciwko uczelni? - zaproponował, a ja pomyślałam że to nie najlepszy pomysł. A jeszcze jakby Louis się o tym dowiedział to by dopiero było.
- Raczej nie. Zaraz Louis kończy zajęcia i będzie się o mnie martwił, gdy nie będzie mnie w umówionym miejscu. - oznajmiłam i już chciałam ruszyć dalej, ale ręka chłopaka złapała mnie za ramię i unieruchomiła w miejscu.
- Proszę. Daj mi kilka minut. - poprosił robiąc maślane oczka, a ja wtedy uległam.
- Piętnaście minut. - powiedziałam, a na twarzy Harry'ego pojawił się przelotny uśmieszek, który za chwilę zniknął.
Szliśmy w totalnej ciszy, żadne z nas się nie odzywało. Wysłałam smsa do Louisa, gdzie jestem i żeby przyszedł tutaj po mnie.
W końcu doszliśmy do interesującego dla nas miejsca. Usiedliśmy w samym kącie i czekaliśmy w ciszy, aż kelner podejdzie do nas, aby odebrać nasze zamówienie.
- Dzień dobry co mogę państwu podać? - zapytał młody chłopak podchodząc do naszego stolika.
- Poproszę herbatę. - jednocześnie powiedzieliśmy to z Harrym, ale żadne z nas nawet się z tego powodu nie uśmiechnęło. Kelner zapisał tylko coś na białym skrawku papieru i odszedł w stronę baru.
- Wiec co chciałeś mi takiego ważnego powiedzieć? - zapytałam po kilku minutach ciszy panującej między nami. Między czasie ściągnęłam kurtkę i szalik, Harry również.
- Więc... - zaczął. - Sam nie wiem od czego mam zacząć. Może najpierw zacznę od przeprosin. - kontynuował i w końcu podniósł wzrok i popatrzył na mnie. Widziałam w jego oczach ból. Ból, który siedział w nim od kilku zapewne długich dni, a sam chłopak nie mógł sobie z nim poradzić. Byłam przekonana, że to co go tak bardzo boli, jest spowodowane przez mnie. Bo przecież nie siedziałabym tutaj teraz naprzeciwko niego i nie słuchałabym jak chłopak mota się nie mogąc wypowiedzieć choćby jednego, dobrego zdania.
- To już słyszałam. O co ci konkretnie chodzi? - zapytałam krzyżując ręce na klatce piersiowej i opierając się wygodnie o oparcie krzesła.
- Pamiętasz jak pierwszy raz się spotkaliśmy? - zapytał z uśmiechem na ustach. - Upadł ci długopis, a ja ci go podałem i wtedy się sobie przedstawiliśmy. - dodał skubiąc białą serwetkę leżącą na stoliku.
- Byłem wtedy taki szczęśliwy, że w końcu mogę cię poznać. Zawsze siedziałaś sama w tym samym miejscu na sali, a ja obserwowałem cię przez kilka tygodni. - powiedział, a ja otwarłam szeroko oczy ze zdziwienia. Czy on mówi serio? Jeżeli to zmierza, do tego o czym ja myślę, to nie będzie za ciekawie.
- Pamiętam jak zakładałaś zbłąkane pasemka włosów za ucho, które wypadały ci z kucyka. Uwielbiałem, gdy nosiłaś kucyki, bo zawsze mogłem zobaczyć twoją piękną twarz. - powiedział rozmarzonym głosem, a mnie cofnęło. Czy on chce mi powiedzieć, że się we mnie zakochał? Nie, to się nie dzieje naprawdę.
- Harry, o czym ty mówisz? - zapytałam nachylając się nad stolikiem i przypatrując mu się.
- Chcę ci powiedzieć, że zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia.


Perspektywa Louisa


Trener nas dziś wykończył, dosłownie.
Czasem zastanawiam się czy ten człowiek posiada coś takiego jak mózg, bo przecież kto normalny każe nam robić dwadzieścia okrążeń wokoło sali, po tak długiej przerwie? No kto? Oczywiście, że nasz kochany trener.
Jak tak dalej pójdzie to ja kiedyś padnę na zwał serca na środku sali i wtedy będą mieć ze mną problem.
- Jak tam z Jo ci się układa? - zapytał Stan, gdy przebieraliśmy się w szatni.
- Dobrze, myślałem że będzie gorzej znosić kłótnię z ojcem, ale nawet jest okey. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. To, że Jo tak dobrze się trzyma po tej głupiej kłótni, to jakiś cud. Zazwyczaj leżałaby w łóżku i zamartwiała się co z tym dalej zrobić, ale nie tym razem. Moja Jo jest silna i widać, że daje sobie radę, a ja jako najlepszy chłopak na świecie jej w tym pomagam.
- Ten jej stary to jakiś dziwny jest. Co chwila ma do niej o coś pretensje, nie zauważyłeś? - zapytał Stan zakładając na siebie spodnie.
- Wiem, ale pomyśl gdyby twoja córka była w ciąży w wieku osiemnastu lat, to co byś zrobił? - zapytałem wstając z ławki i naciągając na siebie koszulkę.
- Pewnie bym jej nie zostawił. - oznajmił chłopak wzruszając ramionami. - Ale zapewne z drugiej strony byłbym zły, że była taka lekkomyślna i wpadła. - dodał.
- Co prawda to prawda, ale obwiniałbyś ją całą winą, czy kogoś jeszcze? - zapytałem zakładając skarpetki i buty.
- Pewnie tego co jej to zrobił też. - oznajmił, a ja popatrzyłem na niego groźnie. - Sorry stary, ale tak jest. Ona sama dzieciaka sobie nie zrobiła. - dodał wzruszając ramionami. - Pomyśl o tym. Ty też masz coś z tym wspólnego.
- Wiem, ale ojciec Jo oskarża tylko ją o to, a mnie nie. Rozumiesz? - zapytałem, a Stan pokiwał głową. - Jo kiedyś powiedziała, że wina leży po obu stronach.
- Właśnie stary. - zaczął stan wymachując skarpetkami w powietrzu. - Jo, to powiedziała, a nie jej stary, więc zauważ też to. - dodał siadając i zakładając śmierdzące skarpetki.
- Dobra tu mnie masz. - powiedziałem. Stan miał rację, to ojciec Jo musi się zmienić, nie my. My jesteśmy normalni. To znaczy jeśli tak nas w ogóle można nazwać.
Jesteśmy młodzi, a młodzi ludzie ciągle popełniają błędy i to jest normalne. Jestem przekonany, że będziemy się pilnować i nigdy do takiej sytuacji już nie dojdzie. Żeby jeszcze ojciec dziewczyny był inny to by wszystko było super. Ale on jest tak samo uparty jak Jo.
Cóż jaki ojciec, taka córka.
Przebrałem się w miarę szybko i sięgnąłem po telefon leżący w mojej szafce. Zobaczyłem, że mam wiadomość od Jo. O wilku mowa, pomyślałem.
Zdziwiło mnie, że Jo prosiła abym przyszedł do knajpki znajdującej się naprzeciwko uczelni. Zazwyczaj dziewczyna nie lubiła tego miejsca, a teraz? Coś musiało się stać, skoro tam właśnie na mnie czeka.
- Stary ja spadam. Pozdrów Meg ode mnie. - oznajmiłem i czym prędzej wybiegłem z szatni.
- Louis, ale co się dzieje?! - krzyknął Stan za mną, ale ja już nie odpowiedziałem. Nie zdążyłem.

Perspektywa Jo

- Nie mogłeś od tak się we mnie zakochać, Harry. - powiedziałam łapiąc się za głowę.
- Niestety tak się stało Jo. - odpowiedział, a ja popatrzyłam na niego jak na idiotę. Co on sobie myślał spotykając się ze mną i mówiąc mi takie rzeczy?
- Ja muszę już iść. - oznajmiłam wstając od stołu, który poruszył się pod wpływem mojego nagłego wstania i wydał z siebie dziwny dźwięk. Inni ludzie popatrzyli na mnie z wyrzutem.
- Nie idź jeszcze. Daj mi pięć minut. - poprosił, a ja popatrzyłam na niego ze złością.
- Nie, bo boję się co mogę jeszcze od ciebie usłyszeć Harry. - powiedziałam.
- Nic strasznego. Proszę usiądź. - poprosił, a ja wykonałam jego prośbę. Mam nadzieję, że to nie będzie nic strasznego.
- Wiedziałem, że nie możesz być ze mną. - oznajmił obracając między palcami kubek z herbatą.
- Bo wybrałaś Louisa i widziałem jak on na ciebie patrzy i jak ty patrzysz na niego. Dlatego zrezygnowałem. Dużo mnie to kosztowało, ale dałem radę. - powiedział,  a mi opadła szczęka. Harry się we mnie kochał, to się nie mieści w głowie.
- Zrozumiałem to, gdy wróciłaś do Louisa. A ja się wtedy opiłem i śledziłem was od lodowiska aż do tej restauracji. - powiedział. - Nie chciałem cię przestraszyć, nie chciałem abyś się mnie bała. Chciałem po prostu powiedzieć ci, że zależy mi na tobie i abyśmy dalej byli przyjaciółmi, bo przyjaźń z tobą to najlepsze co mi się w życiu przytrafiło. - dodał.
- A jeszcze ten nasz pocałunek wcześniej, to pomyślałem że może być z tego coś więcej. Do tego kłótnia z Louisem i dzięki temu miałem większą nadzieję, że coś między nami może być, ale gdy powiedziałaś mi że nadal kochasz Louisa i zależy ci na nim to wiedziałem, że nie mam żadnych szans. - dodał.
- Przepraszam cię Harry, jeśli dałam ci jakieś nadzieje na to że moglibyśmy być razem. - powiedziałam ze skruchą w głosie. To przeze mnie chłopak pomyślał, że może coś być między nami. To ja dałam mu jakiś znak mówiący, że chce zacząć się z nim spotykać. Jaka ja byłam głupia i nieuważna całując go.
- Zdecydowałem się na zmianę uczelni. - powiedział, gdy żadne z nas się nie odzywało.
- Co takiego? Dlaczego? - zapytałam, ożywiając się.
- Ponieważ tak będzie lepiej i dla mnie i dla ciebie. - odpowiedział ściszając głos.
- Nie wiem co mam ci w takiej sytuacji powiedzieć Harry. - powiedziałam.
- Nic nie musisz mówić, po prostu napijmy się. - zaproponował unosząc kubek z herbatą.
- Za naszą przyjaźń. - oznajmiłam upijając łyk herbaty.
- Serio? - zapytał zdziwiony.
- Tak. Może i nie było między nami za dobrze, ale myślę że możemy zostać przyjaciółmi. - odpowiedziałam uśmiechając się szeroko do chłopaka. Tak bardzo się cieszę, że Harry jest obok mnie, oczywiście jako przyjaciel, nic więcej.
- Dziękuję Jo. - powiedział nachylając się nad stołem i przytulając mnie mocno, a ja tylko uśmiechnęłam się do niego.


Perspektywa Louisa

Wybiegłem szybko z budynku. Chciałem jak najszybciej znaleźć się w tej knajpce o której Jo mi wspomniała w smsie. Zastanawiałem się co mogło się takiego stać, że dziewczyna mnie tam potrzebowała. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to nic złego. Ani mojej ukochanej nic się nie stało.
Znalazłem właściwy budynek i zamaszystym ruchem otworzyłem drzwi. Co z tego, że przy okazji poturbowałem jakiegoś pijaka? Nie obchodziło mnie to. Dla mnie w tamtym momencie najważniejsza była Jo i to czy jej się coś złego działo.
Gdy tylko przekroczyłem próg knajpki moim oczom ukazał się pewien widok, który zatrzymał moje serce na kilka sekund.
Ta kanalia - Harry, przytulał moją, powtarzam moją dziewczynę. Wpadłem w szał, dosłownie.
Szybkim krokiem podszedłem do ich stolika i uderzyłem z otwartej dłoni w jego blat. Reszta klientów popatrzyła się na mnie jak na idiotę, ale ja miałem to w dupie. Chciałem jednego: wyjaśnienia ze strony tej dwójki, która teraz patrzyła na mnie z przerażeniem wymalowanym w oczach.
- Co tu się do jasnej cholery dzieje? - zapytałem wkurzony.
- Louis, posłuchaj ja ci to wszystko wytłumaczę. - zaczęła Jo wstając i kładąc dłonie na mojej klatce piersiowej. Chciała mnie tym uspokoić, ale nie tym razem.
- Tak? Chcesz mi wytłumaczyć? Ale co? Dziś rano tak bardzo bałaś się spotkania z Harrym, a teraz siedzicie sobie tutaj i rozmawiacie tak spokojnie? - zapytałem podniesionym głosem patrząc to raz na Jo, raz na chłopaka, który w ogóle nie wydawał się tym przejmować.
- Harry chciał się ze mną spotkać, bo chciał pogadać to tyle Lou. - powiedziała wzruszając ramionami, a ja czułem że zaraz serce wyskoczy mi z piersi. Moja klatka piersiowa unosiła się i opadała w zawrotnym tempie.
- Louis może usiądziesz? - zaproponował Harry, a Jo skinęła głową. Nie chciałem przy niej wybuchnąć, ale nie umiałem inaczej.
- Nie będę siadać, idziemy do domu. - oznajmiłem dziewczynie, a ta popatrzyła na mnie zdezorientowana.
- Louis, proszę chcę ci coś powiedzieć. - poprosił Harry spokojnie. Przeniosłem wzrok z Jo na chłopaka, który pokazywał teraz na jedno z krzeseł stojących między nim, a Jo.
- Dobra, masz pięć minut. - zgodziłem się, ale robiłem to tylko i wyłącznie dla Jo.
Usiadłem na wskazanym przez chłopaka miejscu i złapałem Jo za rękę splatając nasze palce ze sobą. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie kiwając głową.
- Chciałem ci powiedzieć,że przenoszę się na inną uczelnię. - oznajmił, a mi opadła szczęka. Spodziewałem się, że powie mi coś całkowicie innego, że na przykład... a z resztą, kogo to obchodzi?
- Dlaczego? - sam nie wiem czemu go o to zapytałem.
- Chcę spróbować czegoś nowego, chcę zmienić kierunek studiów, jakoś ekonomia do mnie nie przemawia. - wyjaśnił, ale mnie to zbytnio nie przekonało.
- Jo mówiła, że dobrze sobie radzisz na studiach. - popatrzyłem na dziewczynę, a ta tylko kiwnęła głową zgadzając się.
- Wiem, ale nie wiążę z tym przyszłości. Zawsze fascynował mnie teatr, zawsze marzyłem aby zostać aktorem i teraz mam na to szanse. W Manchesterze mają świetne szkoły, poza tym tam mieszka moja rodzina, więc będę miał do nich blisko. - uśmiechnął się do mnie szczerze, a ja odetchnąłem z ulgą. myślałem, że powie mi iż zakochał się w Jo. Ale na szczęście nic takiego się nie stało.
- Nie wiem co powiedzieć. Zaskoczyłeś mnie. - powiedziałem jak najbardziej szczerze pocierając dłoń o swoje udo.
- Czym? Że chcę być aktorem? Może będziesz mnie oglądał na wielkich ekranach w kinie? Kto wie? Wszystko przede mną. - powiedział wyciągając do mnie dłoń. - Przepraszam was za wszystko co zrobiłem i co powiedziałem. Nie powinienem wtrącać się do waszego życia. - dodał spoglądając na Jo.
Uścisnąłem mu dłoń, na zgodę oczywiście.
- Mam nadzieję, że między nami będzie już wszystko dobrze. - powiedział chłopak wstając i zakładając na siebie kurtkę.
- Tak, myślę że tak. - odpowiedziała Jo spoglądając spod rzęs na mnie. Harry uśmiechnął się jeszcze i ściskając Jo na pożegnanie, odszedł w swoją stronę.
- Co to było? - zapytałem siadając naprzeciwko Jo i wskazując palcem w stronę zamykających się drzwi za Harrym.
- Sama nie wiem. - Jo wzruszyła ramionami. - Złapał mnie na uczelni i poprosił o rozmowę. Nie było go na zajęciach, więc pomyślałam że albo jest chory, albo całkiem zrezygnował ze studiów. - dodała.
- Zrezygnował, ale zaczyna nowy kierunek.
- Aktorstwo, Nigdy bym nie powiedziała, że Harry nadawałby się na aktora. Nigdy. - zaśmiała się pocierając czoło i zamykając oczy.
- Jemy coś tutaj czy wracamy do domu? - zapytałem. Uniosła wzrok i popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem.
- A możemy zamówić na wynos i jechać do domu? Błagam chcę być już w domu. - powiedziała, a ja tylko kiwnąłem głową.
- Pewnie. - odpowiedziałem tylko i ruszyłem w stronę baru, aby coś dla nas zamówić.
Nie myślałem, ze znajomość z Harrym tak się skończy. Może nie całkiem, bo pewnie z Jo będą się jakoś kontaktować ze sobą. No ale tego jej nie zabronię. Cieszę się, że dziewczyna ma znajomych, ale dobrze że Harry będzie daleko od niej.
Od początku mi się nie podobał, ale cóż takie życie. Zwariowane i pełne niespodzianek.

________________________________________________________________________________
1 rozdział do końca + epilog :)
Prawdopodobnie jutro wyjeżdżam na wakacje.
Nie będzie mnie do poniedziałku, bądź wtorku.
Mam nadzieję, że wytrzymacie beze mnie te kilka dni, a raczej bez rozdziałów.
Odpocznę, naładuję baterie i wrócę do Was pełna sił i z nowymi pomysłami na nowego bloga, którego za niedługo odblokuję i będę publikować rozdziały :)

8 komentarzy:

  1. Spoko rozdział :) :) miłych wakacji :) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spodziewałam bym się tego po louise , wow pogodził się z harrym :D , szkoda że ten blok tak szybko kończysz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps sory za błędy :)

      Usuń
  3. Szkoda,szkoda,szkoda, że to już prawie koniec.Mam nadzieje że następny też będzie fajny. Miłego wypoczynku!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww. Fajnie że Harry wytlumaczyl wszystko Jo. No i cieszę sie że nie będzie mieszał w związku Jo z Lou. <3 Rodzial jak zawsze super, szkoda że to juz prawie koniec, ale mam nadzieje że Twój kolejny blog wciągnie mnie tak samo jak ten <3 L. xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Super że Harry wszystko wyjaśnił Jo i się pogodził z Lou :) W końcu Jo i Lou będą żyć długo i szczęśliwie ;)
    /k

    OdpowiedzUsuń
  6. O kim będzie nowy blog? Przepraszam, że teraz pytam, ale ten już się kończy a mnie ciekawość zżera. Dobrych wakacji.
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Louisie, ale może reszta chłopaków też się tam pojawi :)
      Zobaczę na co mi wyobraźnia pozwoli :)

      Usuń